Strona główna

Tagiatelle z prawdziwkami


Kiedy obudziłam się w sobotę mała wskazówka zegarka zbliżała się do piątki, a duża była na dziesiątce. Wstałam tak wcześnie żeby pojechać na grzyby do Księżych Młynów. Taka kulinarna podróż sentymentalna.
Nie znalazłam ani jednego. Zero. Null. Nada. Wielki grzybów wysyp narodowy, a ja widziałam JEDNEGO PSIAKA. Na dodatek z tych kupionych później na rynku bałuckim 85% było robaczywych. Dobrych wystarczyło na dwie porcje pysznego tagiatelle.
Kiedy w sobotnie popołudnie czyściłam trzy kilogramy różnokolorowej papryki, wycinałam gniazda nasienne z sześciu kilogramów pomidorów, siekałam siedem pęczków natki pietruszki żeby wszystko później wkładać w słoiki, mrozić, suszyć, grillować i zalewać oliwą pomyślałam sobie, że to dobrze, że jeszcze pamiętam czasy, w których o piątej rano do domu wracałam, a nie z niego wychodziłam. Bo wszystko inne wskazuje na to, że dotarłam do kresu mojego życia towarzyskiego.
Teraz muszę sobie tylko kupić kota :)


catatonia 2006-08-20 22:36:05
skomentuj (3)