| catatoniablog |
| ::księga
gości:: 2007 maj kwiecień marzec 2006 grudzień listopad październik sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec styczeń 2005 grudzień 2004 kwiecień marzec styczeń 2003 listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń 2002 grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj |
Daddy, can I go out to kill tonight? I feel like taking a life. To już 5 lat. Mój blogasek ma 5 lat. Przyznam uczciwie - sporo się w tym czasie (tj za jego sprawką) działo. Przyznam ze smutkiem - spośród wszystkich blogowych znajomości nie została mi ani jedna, z którą mogłabym to teraz oblać. Mam przez tą warszawę, przez przeprowadzkę, przez dużo innych spraw takie poczucie, że mi wszystko przelatuje między palcami i sypie się, sypie na nudno. A pisać to już mi się nie chce nic a nic. I to też mnie wkurwia :) catatonia 2007-05-28 23:06:30 skomentuj (22) piiiiiiiiiiii, piiiiiiiii, piiiiiiiii stolycy trzeci wknd z rzędu nie udało mi się wrócić do łodzi, co oznacza, że siedzę boskim mieście stołecznym, co oznacza, że jestem zasrana robotą, co oznacza, że znów nie mam życia towarzyskiego, co oznacza, że w poniedziałek rozszarpię na strzępy pierwszego warszawiaka, który stanie na mojej drodze. cóż, zemsta krwawą będzie. i nie udało mi się obejrzeć podziemnego rozdającego autografy w świetle reflektorów. może chociaż na muche do narodowego dotrę. jak na karnej zsyłce, doprawdy. catatonia 2007-05-18 22:32:11 skomentuj (0) jakaś taka jestem tej wiosny... ...niedojebana i to w całym szerokim zakresie znaczeniowym tego pojęcia pardon le mot ofkors w końcu ten blogasek nie słyszał takich WYRAZÓW lata świetlne catatonia 2007-04-29 04:35:58 skomentuj (1) piątek 4.45 tele taxi 400 400 didaskalia: ciemna noc, blady świt, taksówka, na czarnej skórzanej kanapie tylnego siedzenia wygodnia rozparta (a raczej pijacko rozwalona) siedzi kobieta nieprzeciętnej urody i inteligencji (chyba nie muszę precyzować o kogo chodzi) w stanie cokolwiek wskazującym, którego świadomość skłania ją do konsekwentnego milczenia mającego na celu uniknięcie kompletnej kompromitacji. Kierowca, równie konsekwentnie milczący, nieustannie przygląda się odbiciu klientki we wstecznym lusterku. Jego wzrok nie wyraża żadnego zainteresowania (co zważywszy na nieprzeciętną urodę i inteligencję klientki może się zdać postronnemu obserwatorowi niezrozumiałe), a jedynie mordercze zapędy. taxi driver: ta klatka czy następna? piękna, inteligentna choć cokolwiek nietrzeźwa klyentka: następna taxi driver wykonuje zwrot w stronę klyentki wspierając prawy łokieć o oparcie fotela. twarz jego kamienna nie wyraża żadnych emocji. taxi driver (złowieszczo): to już kiedyś panią wiozłem... klyentka: możliwe... (czy raczej: mżlwe) taxi driver: tak, tylko miała pani spódniczkę... ... ... klyentka: reszty nie trzeba. JEB! (to drzwi) didskalia: nizbyt rytmiczny stukot obcasów na płytach chodnikowych sugeruje nieporadną ucieczkę w stronę klatki schodowej. po chwili w kabinie windy słychać głośne sapanie (no sorry ej, chyba z 10 m przebigłam i jedne schody!) kurtyna catatonia 2007-04-02 19:58:43 skomentuj (2) 8 marca 2007 Sądząc po ilości psich kup na chodnikach mamy wiosnę. Żyję tak sobie jedną nogą w łodzi drugą w warszawie i jak to często w życiu bywało, nie mogę ich połączyć, co by sobie życie ułatwić. Lubię przykładać dłoń do serca, sprawdzać, czy bije i wyobrażać sobie jak pompuje krew. Niestety nie pomaga mi to zagłuszyć kompanów podróżny nieodmiennie umilających mi poniedziałkowe poranki w pociągu relacji prowincja – wielki świat. Dlatego też, kochany święty mikołaju, mam nowe marzenie. Nazywa się ipod, jest różowy i cóż... muszę go mieć. Bóg mi świadkiem, że nie jestem gadżeciarą. Mam telefon bez żadnych modnych funkcji (ale za to piękny i czerwny we wzorek) i złomowatego laptopa. I na ipody też kichałam dopóki nie zobaczyłam tego różowego. Damn! Niech no się tylko moja, osłabiona trzema miesiącami bezrobocia, sytuacja finansowa poprawi :) Jako że po napisaniu 7 pełnych zdań nadal nieznany jest mi cel tej bezskładnej wypowiedzi podam tylko na swoje usprawiedliwienie, że ból głowy dokucza mi absolutny i otępiający, nikt się nade mnie nie lituje (mimo, że od godziny staram się zwrócić na swoje cierpienie uwagę co najmniej trzech osób dalszych i bliższych, mniej lub bardziej przypadkowych), a dzisiaj w pracy musiałam napisać jeden dokument KRÓTKO i TREŚCIWIE. Halo! No ja serdecznie przepraszam, ale to jest już kurwa obraza! Bon soir mes amis. (jezu, ta nauka ewidentnie poszła w las) catatonia 2007-03-08 22:13:08 skomentuj (5) Piękną mamy wiosnę tej zimy. Dla odmiany. Wiecie, że ludzie mają JUŻ plany na sylwestra? Halo! Przecież jest wiosna! Jakie plany? Co ze mną?! Chodzi za mną jakiś romansik wiosenny czy inna springtime love. Zimowa springtime love 2006 jest o tyle lepsza od swojej wiosennej wersji, że można do niej nosić swój szałowy płaszcz z futrzanym kołnierzem, a i najlepsze czerwone półbuty na szpilce można przebaczyć przy tej pogodzie. No i wiosennie można wychodzić z klubu na petka na zewnątrz, co jak wiemy jest najlepszą okazją do wymiany niezbyt subtelnych sygnałów seksualnych. Można również nie nosić bielizny pod sukienką, a jednocześnie otulać szyję czerwonym szalem. Mężczyźni mają w sobie wiosenną swawolność, a na sobie ciemne garnitury (które jak wiemy są o niebo seksowniejsze od jasnych wiosennych). Kobiety zaś noszą zimowe makijaże będąc przy tym wiosennie rozpustne. No i święta za pasem, będzie okazja do pierwszych podarków. A wszystkiemu towarzyszy plus 10 Celsjuszy. Nic tylko się puszczać! Tjaaa. Byłam na naprawdę udanej imprezie fimowej. Choć nadal pozostaję bezrobotna ofkors. Hasta la vista. Propozycje sylwestrowe przyjmuję mailem. catatonia 2006-12-10 22:22:22 skomentuj (7) Panie i Panowie, przed Państwem agata w przedstawieniu pt. Kryzys! Nie wystarczy, że nie mam pracy, pieniędzy, perspektyw. Że doskwiera mi nieustający lęk i strach, który wypełnia mi żołądek i płuca betonem i powstrzymuje przed jakimkolwiek konstruktywnym działaniem. Że przekroczyłam wszystkie dopuszczalne terminy złożenia i obrony pracy magisterskiej. Że mój obecny tryb życia jest w stanie zapewnić mi zaspokojenie jedynie pierwszego pięterka w hierarchii potrzeb. I to też nie do końca, bo cierpię z powodu poważnych zaniedbać życia tak zwanego erotycznego. Nie, to wszystko nie wystarczy. Musiała mi jeszcze kurwa pęknąć rura pod zlewem. Zawsze śmiałam się z bohaterek filmów i seriali komediowych, które w takiej sytuacji przeżywają kryzys pt. "jestem samotna, a w moim życiu nie ma mężczyzny, który wziąłby pieprzony klucz francuski i dokręcił jakąś śrubę czy inny zawór. albo chociaż wiedziałby, gdzie jest ten zawór!". Smutne, niezaradne cipy - myślałam sobie. Odszczekuję! Odszczekuję! Odszczekuję! Boże, niech mnie ktoś przytuli i pogłaszcze z politowaniem! :) catatonia 2006-11-22 09:55:16 skomentuj (1) z kapustą i grzybami Tadam tadam! Od dziś jestem oficjalnie bezrobotna. Czuję się jakbym wyszła z toksycznego związku. Dziękuję za oklaski, a teraz poproszę zrzutkę na na nowy bronzer :) Szkoda, że nie jestem nieposłuszną gimnazjalistką. Może dostałabym lanie od romka, co twardą robi porządki z trudną młodzieżą. Ech życie... Za moich czasów, to można było najwyżej uwagę dostać. A tymczasem przypinam rogi i idę się halołinować. Bon soir! catatonia 2006-10-31 19:10:49 skomentuj (0) Kolacja Stoję w kuchni. Na patelni, w skwierczącym maśle praży się na złoto cebulka. Za chwilę poleję nią pierogi, które wczoraj pieczołowicie lepiłam przez pół dnia, a które teraz podskakują we wrzątku i powoli wypływają na powierzchnię. Cudownie jest dotrzeć do tego etapu w życiu, kiedy kocha się każdy centymetr swojego nadmiernie obfitego ciała i kiedy można bez poczucia winy oddawać się najbardziej rozkosznej czynności dostępnej człowiekowi. JEDZENIU. Odmówię dzisiaj trzy zdrowaśki za wszystkich smutnych nieszczęśników na diecie. catatonia 2006-10-09 21:14:54 skomentuj (3) Czasami Tak bardzo chce mi się pisać, tak bardzo mam coś do powiedzenia. A tak kompletnie straciłam umiejętność ubierania tego w słowa. catatonia 2006-08-26 23:22:32 skomentuj (0) Absurdu odrobinka W pewnym zaprzyjaźnionym lokalu gastronomicznym w Częstochowie po przejściu pielgrzymek odnotowano zniknięcie 40 kompletów sztućców, 15 talerzy o średnicy 40 cm, 24 talerzy o średnicy 20 cm, 8 dzbanków - sosjerek, ok 20 szklanek i kilku kubków. To o to chodzi pielgrzymom, którzy opowiadają w Faktach o tym, jak wiele dała im ta duchowa podróż? Psoko się mówi i nie marudzi. A na murach dworca fabrycznego wiszą bannery w tekstem: Najpiękniejsze warszawianki to przyjezdne. I co to ma niby znaczyć? Nie jestem specjalistką od reklamy, więc może ktoś mi objaśni zamysł tego tworu współczesnej myśli marketingowej. Że łodzianki, które tutaj szczycą się urodą umiarkowaną cokolwiek, jak tylko dojadą do stolycy stają się najpiękniejszymi warszawiankami? Czy że tylko najpiękniejsze warszawianki przyjeżdżają do łodzi? Czy co? I co to ma w ogóle wspólnego z dworcem kolejowym? Bosh! catatonia 2006-08-26 23:08:30 skomentuj (2) Tagiatelle z prawdziwkami Kiedy obudziłam się w sobotę mała wskazówka zegarka zbliżała się do piątki, a duża była na dziesiątce. Wstałam tak wcześnie żeby pojechać na grzyby do Księżych Młynów. Taka kulinarna podróż sentymentalna. Nie znalazłam ani jednego. Zero. Null. Nada. Wielki grzybów wysyp narodowy, a ja widziałam JEDNEGO PSIAKA. Na dodatek z tych kupionych później na rynku bałuckim 85% było robaczywych. Dobrych wystarczyło na dwie porcje pysznego tagiatelle. Kiedy w sobotnie popołudnie czyściłam trzy kilogramy różnokolorowej papryki, wycinałam gniazda nasienne z sześciu kilogramów pomidorów, siekałam siedem pęczków natki pietruszki żeby wszystko później wkładać w słoiki, mrozić, suszyć, grillować i zalewać oliwą pomyślałam sobie, że to dobrze, że jeszcze pamiętam czasy, w których o piątej rano do domu wracałam, a nie z niego wychodziłam. Bo wszystko inne wskazuje na to, że dotarłam do kresu mojego życia towarzyskiego. Teraz muszę sobie tylko kupić kota :) catatonia 2006-08-20 22:36:05 skomentuj (3) Jest 16 sierpnia i dokuczają mi wrzody. Dziś było rigatoni z pieczarkami, papryką i oliwkami. Okazuje się, że na ten moment czekałam od chwili, gdy o 6 rano zadzwonił budzik w telefonie. Trzydzieści ciągnących się w nieskończoność minut starałam się wyjść spod kołdry i nabrać odwagi żeby bosą stopą dotknąć starego parkietu obłażącego z lakieru. Pod prysznicem za wolno odzyskuję świadomość. W zaparowanym lustrze mam nieskazitelną cerę i nie widać pryszczy, które przyszły do mnie razem z okresem, co o poranku potrafi podnieść na duchu. Mam jeszcze mnóstwo czasu. Balsam ujędrniający na nogi, antycelulitowy roll-on na uda, krem przeciw rozstępom na pośladki, balsam nawilżający na brzuch, krem pielęgnacyjny na biust i dekolt, krem uszczęśliwiający skórę twarzy, serum wygładzające pod oczy, płynny jedwab na włosy, krem intensywnie nawilżający do stóp i jeszcze tylko krem przeciw starzeniu się skóry do rąk. A za kilka godzin, kiedy pani w banku wyliczy mi średnie miesięczne wynagrodzenie netto za ostatnie 12 miesięcy uczciwej pracy mama naiwnie zapyta: "Chryste, na co ty wydajesz tyle pieniędzy?". Zajrzyj do mojej łazienki mamo. A później zajrzyj jeszcze do lodówki. W kuchni stawiam dzbanek z kawą na palniku kuchenki gazowej. Całe moje mikromieszkanie wypełnia zapach kawy, która za kilka minut wykipi na białą powierzchnie szorowaną zaledwie wczoraj specjalnymi preparatami przywracającymi blask i śnieżną biel. Przelewam kawę do kubka, dodaję mleka. Tak, pamiętam doskonale jak mówiłam, że kawa po to jest gorzka i czarna żeby taką ją pić. Cóż, widać życie to dynamiczny proces. Niedługo pewnie zacznę słodzić. Odcinam zawiniątko z gazy, w którym od 24 godzin odsącza się jogurt bez tłuszczu i cukru. Teraz będzie udawał grecki. Pakuję do pojemniczka, dociskam wieczko, wkładam do torebki, dorzucam pomidory, gałązkę bazylii - będzie na śniadanie. Do diety podejście nr 2389282. Mam coraz mniej czasu żeby wyprasować spodnie, dopasować koszulę do marynarki, a do wszystkiego dobrać płaskie buty, bo mam okres i taki sobie robię prezent, że dam odpocząć chociaż nogom. Teraz dobieram kolor cienia do powiek, stonowaną szminkę, włosy osuszam i ciasno upinam z tyłu głowy. Nigdy nie układają się po weekendzie i przed randką. Rządzi tym pewnie ta sama reguła, która w arcyważnych momentach, kiedy chcę błysnąć blokuje moją pamięć do tego stopnia, że z pamięci cytować mogę jedynie Brzechwę. Jest 8.10, a poranne zadania mam zrealizowane w 99%. Biżuterię i paski wrzucam do kieszeni torby - założę w windzie albo w autobusie albo w drodze przez park albo w firmowej toalecie, tam gdzie poprawię szminkę i zetrę nadmiar różu z policzków. Płynący czas stawia mnie przed trudnym wyborem: usiąść i w spokoju wypić kawę, wypalić papierosa, sprawdzić pocztę, a do pracy dojechać na ostatnią chwilę taksówką, czy odmówić sobie drobnych porannych przyjemności w imię samodyscyplinowania się i jechać autobusem linii 57. Kawę wylewam do zlewu (kurwa, a dopiero go wyszorowałam!) i jedną ręką przekręcając klucz w drzwiach drugą wzywam windę. 9, 8, 7, 6, 5, 4, 3, 2, 1 i parter. Nie zacięła się. Posiadam silną wiarę w moc muzyki, więc w autobusie słucham beach boysów, jednak cztery przystanki przy czterech szpitalach na trasie do pracy jakoś nie pozwalają uwierzyć, że to aruba czy dżamejka. Ledwie niespóźniona przekraczam próg biura i stoję w kuchni. Na patelni smażą się pieczarki z papryką, w garnku bulgocze woda, w której podskakuje makaron, a oliwa powolutku spływa z zielonych liści sałaty na talerzu. Osiem godzin ciężkiej pracy znika w otchłani niepamięci i ignorancji. Milion telefonów, setki maili i dziesiątki wizyt zostały w tym biurze przy głównej ulicy, a ze mną w fotelu siedzi lekka głowa generująca 200 najpilniejszych zajęć, którymi mogę się zająć zamiast tracić czas na pisanie pracy magisterskiej. Ja, talerz makaronu z warzywami i te kilka godzin wieczoru zanim zasnę to najdoskonalszy zestaw na świecie. Nie włączam nawet muzyki żeby tego nie psuła. Poleżę na twardej podłodze, popatrzę w sufit i będzie się działo to najspokojniejsze nic na świecie. Just as good as it gets. catatonia 2006-08-16 21:29:31 skomentuj (1) Thaaaaat's all Folks! I to by było na tyle, jeśli chodzi o agatę radosną, spokojną, produktywną i wesołą. Żegnaj spokoju urlopowych dni. Witajcie poranne nerwice, ataki paniki, wieczne podkurwienie i nieustające rozdrażnienie. Oto wracam do pracy! :) Ukoronowaniem tego pięknego okresu w moim wakacyjnym życiu niech będzie dzisiejszy masochistyczny seans użalania się nad sobą o 20.15 z programem 1 tvp :) Ou je. catatonia 2006-07-30 16:13:57 skomentuj (4) lipcowe wieczory i późne noce Zazdroszczę ludziom, którzy w natłoku zajęć nie mają czasu zajmować się pierdołami. Mnie zabija z zimną krwią ckliwość i sentymentalizm tych urlopowych, działkowych wieczorów. Rozbijam się pomiędzy niechęcią do finalizowania prac nad moim misterium magisterium a tym obrzydliwym uczuciem na SA, którego nazwa nie przechodzi mi przez gardło, bo czuję się zażenowana taką słabością tandetną. Wspominam cztery lata temu. Cztery lata temu o tej porze miałam to doskonałe 20 lat, które wszystko wybacza, byłam rozpustna bez skrępowania, przysługiwały mi ustawowe trzy miesiące gorących wieczorów z gorącymi wakacyjnymi kochankami, o których względy zabiegałam nieskromnie. Cztery lata temu o tej porze pisałam porywające notki z lekkością, która zaskakuje mnie po dziś dzień, a która uległa ulotnieniu z niejasnych przyczyn, przysięgam, że winy mojej w tym nie ma, bo chęci mam nadal nieskalane rezygnacją. Czytałam Kunderę, Salingera i Millera, a słuchałam z braku innego wyjścia wszystkiego, co akurat leciało w nadmorskich dyskotekach. I jak boga kocham, MIAŁAM przed sobą to siódme niebo pełne pięknych perspektyw i możliwości i nie wiedziałam jeszcze, że żeby coś zacząć skończyć trzeba coś innego. Skóra mi zbrązowiała od tych upałów. Wącham się i jestem wakacyjną dziewczyną sprzed czterech lat znad Motławy w kochających objęciach i znad Słupi w objęciach pełnych pożądania. A teraz życie mam tu. Główny wątek rozgrywa się na stoliku, na trawie, przy lampie naftowej i monitorze komputera, na którym co chwila przysiadają ćmy, gdzie brakuje dresu i dwóch talii kart. I towarzystwa do gry. I jest ciepło, miło, a komfort posiadania wszystkiego w życiu na swoim miejscu, poukładanego jak należy przyprawia mnie o śmierć z nudów. Czy ktoś nie zechciałby z łaski swojej pokochać mnie na zabój w wolnej chwili, wziąć moje życie w swoje stanowcze ręce, potrząsnąć i jakoś użyć z pożytkiem? Ołtarzyk ze zdjęciami i kompletem świeczek w celach wielbienia mnie do grobowej deski postawię na koszt własny. catatonia 2006-07-26 02:42:44 skomentuj (1) |